BLOG PRZENIESIONY NA ADRES:
"[...]należy dążyć ścieżką lepszego jutra..."
Prolog
Trzeba wierzyć w siebie. Bogowie doceniają tylko taki rodzaj wiary. Należy uczyć się żyć z tęsknotą i nie przywiązywać się do ludzi, bo każde istnienie ma swój początek jak i koniec. Musisz trzymać się zasad, bo inaczej możesz stracić coś czego nie będzie Ci żal, ale jednak zyskasz to okropne poczucie winy, które po czasie zniszczy Cię od środka. Wiesz jak to jest gdy przyjaciel zawodzi ? To wyobraź sobie jak to jest gdy zawiedzie Cię osoba, której nie znasz ,od której zależy twoje życie, a ty nie masz o tym pojęcia...
Nazywam się Juliet i jestem przeklęta .
niedziela, 3 kwietnia 2011
poniedziałek, 7 marca 2011
Zasada 3:Zmarły znaczy mądrzejszy !
Całe wczorajsze zdarzenie nie miało dla mnie sensu, zazwyczaj nie myślę o takich rzeczach tak wcześnie rano, zaraz po przebudzeniu,ale może tylko dlatego, że "taka rzecz" nie miała jeszcze zdarzenia, zazwyczaj trzymam się reguł i...nie szydzę z Miraż. Ale jestem ciekawa dlaczego akurat Cornel ? Przecież mogła zabić kogokolwiek na przykład jego siostrę Lise czy,czy po prostu kogokolwiek.On nawet nie wiedział, że ja istnieje, żył sobie spokojnie maczając palce w magii i odprawiając te swoje rytuały...
-Może właśnie tym zawiniłem ? -Usłyszałam dźwięczny głos i przerażona rozejrzałam się po pokoju, bo przecież Brina ma dziś wolne, a rodziców nie widziałąm od...Od miesiąca . Nagle stwierdziwszy iż nikogo nie ma poza mną w pokoju ,ku zdziwieniu zobaczyłam piękną, nieskazitelną postać chłopaka w lustrze.Był ubrany w białą bufiastą koszule ,czarne ,dopasowane spodnie, a jego czupryna było lekko roztrzepana. Wyglądał zupełnie jak Cornel tylko,że lepszy,upiększony ,idealny.
-A więc tak to jest po śmierci,hmm...A może to coś z tym lustrem nie tak?-Parsknęłam niechcący na głos po czym znów usłyszałam dźwięk czystego głosu chłopca:
-Duch twojego zamordowanego przez Miraż znajomego pojawia ci się w lustrze,a ty pytasz czy coś z tym lustrem nie tak ?Co jak co Juliet,ale takie są fakty : ty jesteś przeklęta,a ja wyglądam bosko- Na jego smukłej twarzy pojawił się łobuzersko-szyderczy uśmiech, a ja zaniemówiłam, bo co miałam mu powiedzieć ?
"Hej Cornel przepraszam,że tak wyszło, ale zostałeś zamordowany przeze mnie ,osobę która podczas urodzin Sam po pijaku naśmiewałam się z Miraż , za co ty zapłaciłeś życiem ?!"
O nie, ani mi się śni !
-Dlaczego?-Zapytał robiąc "minę szczeniaczka"
Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi, przecież nic nie powiedziałam chyba,że...
-Chyba,że jako duch czarownika, który został zabity z twojej winy mam prawo czytać twoje myśli ? Jeżeli to chciałaś powiedzieć, a raczej pomyśleć-znów ten uśmiech-to tak,mam prawo.
Chwila przemyślenia i kompletna pustka,ale zaraz,zaraz...
-Coś ty powiedział? Byłeś cza-ro-wni-kiem ?
-Tak jakby,wiesz składanie mini ofiar,przepis na 5 z matmy,proste ,a zarazem przydatne "zaklęcia" nie miałem,żadnej super mocy,o nie,nie,nie .Moi dziadkowie uczyli się tego od wieków tak samo jak i ja.
-Coś takiego jak tarot?
-No właśnie.Aż w końcu spotkałem Elizabeth(bogini mądrości),która przekazała mi pewny dar w zamian za moją ciężką pracę,dar który uwolniłby cię od niecnego przekrętu Miraż(bogini śmierci).I już nikt by nie ucierpiał,nie zginął,żyłabyś normalnie,bezpiecznie.
-No to na co czekasz?-Pojawiła się we mnie nuta nadziei,moje życie może być normalne i już nikogo nie skrzywdziłabym nieświadomie, nie do takiego stopnie,nikogo życie już nigdy nie byłoby zagrożone,to ja już nie byłabym zagrożeniem...
-Ha ha ha ha ha ha-Zaśmiał się szyderczo,a ja stałam tylko zupełnie jak mała bezbronna dziewczynka i nie widziałam niczego zabawnego w tym co powiedziałam.
-Juliet ! Nie zapomniałaś się skarbie ?Ja nie żyje...Jestem bezradny.Nie zdziałam nic chyba,że...
-CHYBA,ŻE ODWIEDZIMY ZEFIRĘ-powiedzieliśmy jednocześnie,a pokój ogarnęła złowieszcza cisza...
-Może właśnie tym zawiniłem ? -Usłyszałam dźwięczny głos i przerażona rozejrzałam się po pokoju, bo przecież Brina ma dziś wolne, a rodziców nie widziałąm od...Od miesiąca . Nagle stwierdziwszy iż nikogo nie ma poza mną w pokoju ,ku zdziwieniu zobaczyłam piękną, nieskazitelną postać chłopaka w lustrze.Był ubrany w białą bufiastą koszule ,czarne ,dopasowane spodnie, a jego czupryna było lekko roztrzepana. Wyglądał zupełnie jak Cornel tylko,że lepszy,upiększony ,idealny.
-A więc tak to jest po śmierci,hmm...A może to coś z tym lustrem nie tak?-Parsknęłam niechcący na głos po czym znów usłyszałam dźwięk czystego głosu chłopca:
-Duch twojego zamordowanego przez Miraż znajomego pojawia ci się w lustrze,a ty pytasz czy coś z tym lustrem nie tak ?Co jak co Juliet,ale takie są fakty : ty jesteś przeklęta,a ja wyglądam bosko- Na jego smukłej twarzy pojawił się łobuzersko-szyderczy uśmiech, a ja zaniemówiłam, bo co miałam mu powiedzieć ?
"Hej Cornel przepraszam,że tak wyszło, ale zostałeś zamordowany przeze mnie ,osobę która podczas urodzin Sam po pijaku naśmiewałam się z Miraż , za co ty zapłaciłeś życiem ?!"
O nie, ani mi się śni !
-Dlaczego?-Zapytał robiąc "minę szczeniaczka"
Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi, przecież nic nie powiedziałam chyba,że...
-Chyba,że jako duch czarownika, który został zabity z twojej winy mam prawo czytać twoje myśli ? Jeżeli to chciałaś powiedzieć, a raczej pomyśleć-znów ten uśmiech-to tak,mam prawo.
Chwila przemyślenia i kompletna pustka,ale zaraz,zaraz...
-Coś ty powiedział? Byłeś cza-ro-wni-kiem ?
-Tak jakby,wiesz składanie mini ofiar,przepis na 5 z matmy,proste ,a zarazem przydatne "zaklęcia" nie miałem,żadnej super mocy,o nie,nie,nie .Moi dziadkowie uczyli się tego od wieków tak samo jak i ja.
-Coś takiego jak tarot?
-No właśnie.Aż w końcu spotkałem Elizabeth(bogini mądrości),która przekazała mi pewny dar w zamian za moją ciężką pracę,dar który uwolniłby cię od niecnego przekrętu Miraż(bogini śmierci).I już nikt by nie ucierpiał,nie zginął,żyłabyś normalnie,bezpiecznie.
-No to na co czekasz?-Pojawiła się we mnie nuta nadziei,moje życie może być normalne i już nikogo nie skrzywdziłabym nieświadomie, nie do takiego stopnie,nikogo życie już nigdy nie byłoby zagrożone,to ja już nie byłabym zagrożeniem...
-Ha ha ha ha ha ha-Zaśmiał się szyderczo,a ja stałam tylko zupełnie jak mała bezbronna dziewczynka i nie widziałam niczego zabawnego w tym co powiedziałam.
-Juliet ! Nie zapomniałaś się skarbie ?Ja nie żyje...Jestem bezradny.Nie zdziałam nic chyba,że...
-CHYBA,ŻE ODWIEDZIMY ZEFIRĘ-powiedzieliśmy jednocześnie,a pokój ogarnęła złowieszcza cisza...
piątek, 4 marca 2011
Zasada 2 :Nie daj się zwieść.
Lisa zawsze była bez uczuciowa, jednak miała swój rozum. Myślała logicznie. Tym razem zachowywała się inaczej. Zamieniła się w rozczuloną idiotkę, lekko mówiąc. Od razu po tragicznej wiadomości pojechaliśmy do niej. Roby co prawda ogromnie się ucieszył, że widzi Lise.
-To okropne, jeszcze godzinę temu z nim rozmawiałam-Tłumaczy roztrzęsiona, jednak ja zupełnie nie zainteresowana jej histerią podeszłam do powieszonego na drzewie Cornela. Jego niegdyś nieskazitelna twarz, przybrała barwę zimnej bieli. Policzki miał zapadnięte, a oczy krwawo niebieskie z martwym wzrokiem wbitym w niebo. Możecie mnie uznać za wariatkę, ale mimo tego, że Cornel był nie żywy ,to nadal wyglądał pociągający. Pogładziłam jego zimny policzek zjeżdżając do klatki piersiowej.
-To nie było samobójstwo-pomyślałam twierdzącą po tym jak obeszłam go dookoła i zobaczyłam z tyłu na koszulce ślady zaschniętej już ziemi. Ale przecież Cornel nie miał wrogów więc kto mógłby źle mu życzyć? Zrobić mu krzywdę, a później sprawić by wyglądało to na samobójstwo ? Zwróciłam wzrok w stronę rozpaczonej Lisy, wiecznie zakochanego w niej Roby'ego i znudzonej całą sytuacją Sam. Skinęłam głowę na dłonie martwego i mój wzrok zamarł na jego prawym nadgarstku,mieścił się na tam wytatuowany napis "R.I.P",ale co on mógł oznaczać ? Pogładziłam delikatnie tatuaż , a moje ciało zawładnęły dziwne,mrożące krew ciarki,a do mojej głowy wdarły się dziwne myśli,niczym wizja:
Taka zwykła śmierć, spowodowana z twojej winy,ale dlaczego ? Przecież nic takiego nie zrobiłaś, żadna reguła nie została nagięta. A więc co spowodowało śmierć niewinnej osoby ? To tak dla przypomnienia.Zapamiętaj Juliet ! Nie wolno igrać ze śmiercią...!
Przepraszam ,że taki krótki rozdział,ale jakoś brak weny ,chociaż pewnie i tak tego nie czyta...W każdym razie komentować !
-To okropne, jeszcze godzinę temu z nim rozmawiałam-Tłumaczy roztrzęsiona, jednak ja zupełnie nie zainteresowana jej histerią podeszłam do powieszonego na drzewie Cornela. Jego niegdyś nieskazitelna twarz, przybrała barwę zimnej bieli. Policzki miał zapadnięte, a oczy krwawo niebieskie z martwym wzrokiem wbitym w niebo. Możecie mnie uznać za wariatkę, ale mimo tego, że Cornel był nie żywy ,to nadal wyglądał pociągający. Pogładziłam jego zimny policzek zjeżdżając do klatki piersiowej.
-To nie było samobójstwo-pomyślałam twierdzącą po tym jak obeszłam go dookoła i zobaczyłam z tyłu na koszulce ślady zaschniętej już ziemi. Ale przecież Cornel nie miał wrogów więc kto mógłby źle mu życzyć? Zrobić mu krzywdę, a później sprawić by wyglądało to na samobójstwo ? Zwróciłam wzrok w stronę rozpaczonej Lisy, wiecznie zakochanego w niej Roby'ego i znudzonej całą sytuacją Sam. Skinęłam głowę na dłonie martwego i mój wzrok zamarł na jego prawym nadgarstku,mieścił się na tam wytatuowany napis "R.I.P",ale co on mógł oznaczać ? Pogładziłam delikatnie tatuaż , a moje ciało zawładnęły dziwne,mrożące krew ciarki,a do mojej głowy wdarły się dziwne myśli,niczym wizja:
Taka zwykła śmierć, spowodowana z twojej winy,ale dlaczego ? Przecież nic takiego nie zrobiłaś, żadna reguła nie została nagięta. A więc co spowodowało śmierć niewinnej osoby ? To tak dla przypomnienia.Zapamiętaj Juliet ! Nie wolno igrać ze śmiercią...!
Przepraszam ,że taki krótki rozdział,ale jakoś brak weny ,chociaż pewnie i tak tego nie czyta...W każdym razie komentować !
Subskrybuj:
Posty (Atom)