Słoneczny poniedziałek zaczął się inaczej niż dotychczas :
-Juliet ! -Usłyszałam dźwięczny głos Sabriny. Nie przejmując się krzykami gosposi wzięłam się za ścielenie łóżka. Nagle głos ucichł, a Sabrina stała w moich drzwiach:
-Brina ! Hej, przepraszam, ale nie słyszałam Cię. Czy coś się sta..
-Jak to mnei nie słyszałaś, przecież wołałam Cię jakieś 5 razy ?! -Rozwścieczona Brina przerwała mi nie ładnie , po czym dodała pare przekleństw po hiszpańsku jak to na latynoske przystało .Było mi głupio ,że musiałam skłamać na dodatek palnęłam taką nie mądrą i nie przemyślaną rzecz. Nawet głuchy usłyszałby wołanie Briny ,a ja przecież mogłam powiedzieć, że brałam poranny prysznic i dlatego, że byłam mokra nie mogłam zejść na dół. No, ale cóś ,czasu nie cofnę , a przynajmniej nie ja...
Przez to całe hiszpańskie gadanie i narzekanie jakie to życie jest nie sprawiedliwe ,Sabrina zupełnie zapomniała co miała mi powiedzieć, czyli te ranne krzyki okazały się bez sensu .
Kiedy już zostałam sama w pokoju powędrowałam do szafy, która znajdowała się tuż obok toaletki. Zważając na to ,że do szkoły pozostało mi zaledwie 20 minut, a sama droga autem zajmuje mi jakieś minut dziesięć założyłam to, co pierwsze rzuciło mi się w oczy. Właściwie był to mój standardowy zestaw na zajęcia, bo nie wyróżniał się tak bardzo jak reszta moich wyzywających, gotyckich ciuchów , aczkolwiek : Czarny T-shirt z białym napisem "Albo życie , albo śmierć " ,do tego czarne,wyblakłe leginsy. Żeby jakoś wyglądać dobrałam do tego czarne obdarte rękawiczki bez palców oraz srebrne kolczyki -koła.
*
Kiedy Kathrin Patch położyła z hukiem książkę na ławkę dla nie poznaki w między czasie swoją prawą, pajęczo długą nogą kopnęła swój plecak wprost pod moje stopy odziane w szare trampki , Ja wraz z sprzyjającym mi pechem upadłam na twarz.
Ofiara ! - Rozległ się dźwięczny głos Kathrin po sali biologicznej.
-Dzień jak co dzień-pomyślałam ,kiedy tu ni stąd ni zowąd przed moim nosem widnieje dłoń Holly Jack , która usiłuje mi pomóc ,jednak ja mając swój honor nie chwytam jej , wstaję i zajmuję miejsce w ostatniej ławce .Tylko, że tym razem sytuacja się zmienia ,to Holly czuje się głupio , nie ja ,a co najlepsze nie wyzywa mnie od wariatek czy kretynek po prostu nie traktuje mnie jak inni , jak zdziwaczałej gotki. Holly jest uczciwą , skromną ,pomocną dziewczyną jednak trudno jej znaleźć bratnią dusze ,szuka przyjaciół jak każdy, jest przytłoczona rzeczywistością może dlatego nie nadaje się na przyjaciółkę,bo nie wie co to przyjaźń..?
Na stołówce to co zwykle - sałatka grecka i mountain dew. Z dala już widać "przyjaciół" .
Samuell jest ciężko przeziębiona i od czasu do czasu kaszle krwią przez co twierdzi ,że jest śmiertelnie chora i z czasem umrze. Roby ciągle esemesuje ze swoją byłą dziewczyną nie zważając na fakt ,że do niego nie wróci, ponieważ obrzydza ją jego biseksualność ,która objawiła się po tym jak po pijaku całował się z Steven'em.
-Ale ta Kathrin jest wredna ,co ?!-Z oburzeniem walnęła tacą o stół Sam.
-Nie rozumiem,O co Ci chodzi ? - Zupełnie się zamyśliłam ,ale po chwili skojarzyłam , że chodzi jej o moje potknięcie.
-Na twoim miejscu zrobiłabym jej awanturę ! Albo,albo nie wiem szarpnęłabym ją za te jej piękne blond loki.
-Nie uwieżycie...- Rob aż podskoczył z przerażenia wywołanym z nie wiadomych powodów .
-O i zaczyna się. Co tym razem nie możecie się spotkać bo Lisa: ma chorobe weneryczną i musi iść do ginekologa, czy zdechł jej pies czy ..
-Jej brat się powiesił ..-Nagle Rob zasmutniał ,a nasze oczy otworzyły się szeroko z niedowierzania.
4 komentarze:
Super rozdział ,czekam na kolejny ! Pozdrawiam Mixxiu !
Dzięki starałam się. A to się doczekasz bo już dodaje ;]
Więcej więcej i jeszcze raz więcej
Dobrze,dobrze.;]
Prześlij komentarz